Ulubieńcy Lipca ☼




Witam Was kochani sierpniowo! 

Nie do wiary, że to już połowa wakacji.Połowa lata... Ale nie ma co się smucić, przed nami przecież jeszcze sierpień, a wrzesień, choć w połowie to wciąż lato, bywa zmienny. Mam jednak nadzieję, że w tym roku mile nas zaskoczy i dostaniemy piękne babie lato! Ale nie wybiegajmy aż tak w przyszłość. Wróćmy jeszcze na chwilkę do tego co było. Lipiec. W połowie spędziliśmy go w Polsce, na podróżach, wycieczkach, spotkaniach z rodziną... Lipiec przyniósł nam też wiele zmian, które zaowocują w kolejnych kilku miesiącach, ale o tym na razie nie chcę/nie mogę mówić. Dowiecie się niebawem :)

Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami kilkoma fajnymi rzeczami, które skradły moje serce w LIPCU. Zapraszam do lektury. 



1. Merci - Creme Fruit.
Na początek, coś na osłodę... Wiedzieliście, że dostępne jest zupełnie nowe, limitowane OWOCOWE Merci? W tradycyjnej wersji lubię jedynie kilka smaków, ale to nowe Merci mogłabym pochłonąć w całości. Sama. Truskawka, cytryna, brzoskwinia i wiśnia. Mniam! 

2. Zlatý Bažant Radler - levanduľa čierna ríbezľa 
Czyli nic innego jak piwo bezalkoholowe, bardzo znanej słowackiej marki o smaku lawendy i czarnej porzeczki. Nie jestem jakąś fanką piwa. Ani alkoholowego ani bez-. W ogóle, za alkoholem nie przepadam, ale ten smak, to piwo podbiło moje serce... A właściwie podniebienie. Uwielbiam ❥




3. Kolejny ulubieniec, tym razem książkowy. Jeśli nie znacie mamyginekolog i jej bloga, naprawdę musicie to zmienić ;) Oprócz typowo instamatkowych postów na insta, dostarcza swoim czytelniczkom naprawdę fachowych ginekologicznych porad! A #instaserial o miłości? Powstał najpierw jako luźna story na instagramie, by potem zostać przeniesionym na strony tej oto książki. Nie jest to może literatura najwyższych lotów, ale jako miły, luźny umilacz wakacyjnego czasu - jak znalazł. Naprawdę ciężko się oderwać! A podobno w przyszłym miesiącu zostanie wydana druga część...!

Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że na stronie mamy ginekolog, na którą namiary podałam na początku, znajdziecie sklep z takimi właśnie torbami, jak ta na zdjęciu, czy fajnymi rzeczami dla kobiet w ciąży. Polecam!




4. Pierwszy mleczny szampon od Nivea.
Usłyszałam o nim przypadkiem, w reklamie na youtube, podczas przerwy między jedną piosenką o misiach a drugą... Podobno ma właściwości regenerujące i pielęgnacyjne. Więc postanowiłam go wypróbować! W końcu nawet już Kleopatra w dawnych czasach znała niezwykłe właściwości pielęgnacyjne mleka... I faktycznie, moje włosy są miękkie jak nigdy wcześniej po żadnym szamponie. Chyba tak szybko się nie rozstaniemy... 

5. Batiste - Suchy szampon.
Używam go już od dość dawna, ale dopiero niedawno przeczytałam "instrukcję obsługi" tego cuda. Och jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że przez cały ten długi czas użytkowania ROBIŁAM TO ŹLE. Już nawet chciałam przestać tego używać, ale teraz, gdy już WIEM, moje życie nabrało nowych barw, a suchy szampon Batiste stał się jednym z moich ulubionych kosmetyków. (Chciałabym napisać, "moim najlepszym przyjacielem" - i to nie byłoby nadużycie) I najczęściej używanym... No bo, czasami brakuje mi czasu by umyć włosy. Czasami zapomnę... Kto pamięta o tak przyziemnych sprawach... A że moje włosy zdecydowanie bardziej lubią swoją przetłuszczoną wersję... 
Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam... ❥




6. Misie z Biotyną.
Kolejny specyfik do pielęgnacji włosów w moich "ulubieńcach" (no świat chyba się kończy, nigdy aż tak nie dbałam o włosy!). Tym razem jednak do pielęgnacji od wewnątrz... Zamiast łykać tabletki - zjedz żelka. Nie wiem czy to zdrowsza metoda, ale osobiście z łykaniem tabletek mam ogromny problem. Żelki są smaczne, wystarczy pamiętać o jednym rano i drugim wieczorem... A czy działają, to już inna sprawa. Póki co zauważyłam, że wypada mi mniej włosów, a paznokcie nie łamią się przy każdym mocniejszym uderzeniu - o cokolwiek. Ale nie byłabym zaskoczona gdyby był to jedynie taki efekt placebo ;)





7. Paletka od wibo do konturowania - 3 Steps To Perfect Face
No co to, to... Nawet nie wiedziałam, że mam tyle ulubionych kosmetyków. Tę paletkę wybierałam w biegu. Dziecko płakało. Ojciec tego małego potwora mnie poganiał... A ja potrzebowałam czegoś co poprawi mój makijaż właśnie w tej chwili. Miało być dobre i nie kosztować milionów monet. Dlatego wzięłam pierwszą z brzegu paletkę z bronzerem, rozświetlaczem i różem. Jak dla mnie może być ;) Przeszła już wiele, dlatego nie wygląda jak w dniu zakupu. Ale po to są kosmetyki, by ich używać, nie na nie patrzeć... 




8. Gąbka do makijażu 3D - hebe professional.
Kolejna rzecz bez której dzisiaj nie wyobrażam sobie życia. Kiedyś, będąc jeszcze w ciąży >chyba z nudów< namiętnie oglądałam wszystkie jutubowe makijażowe vlogerki. Wszystkie zachwalały tę gąbeczkę, a ja zachodziłam w głowę, po co wydawać na to kasę... Przecież można ten podkład rozetrzeć paluchami... 
Raz spróbowałam. I już nie oddam! 




9. Kredka do brwi - Catrice. 
Kredka do kolorowania brwi... Kupiona miliony lat świetlnych temu. Więc czemu wpisała się na listę moich ulubionych lipca 2017? Ano już tłumaczę... Znalazłam w kosmetyczce temperówkę i podarowałam tej kredce, zupełnie nowe życie. Teraz jesteśmy nierozłączne. 




10. Kij do selfie.
A to zdecydowanie mój nr 1 tego miesiąca! Jako wielki miłośnik biegania z aparatem albo telefonem - naprzemiennie... Robienia selfie sobie samej. Sobie z dzieckiem. Sobie z ojcem tego dziecka. Ze smokiem w Krk. Z babcią, sąsiadką, kasjerką w sklepie... Nie wyobrażam sobie lepszego gadżetu. Kiedyś kupiłam sobie podobny, w Kauflandzie za 10 zł, nie miał jednak magicznego guziczka i kabelka, dzięki któremu nie potrzebuję za każdym razem włączać samowyzwalacza. Ten kosztował 15, w budce pod Wawelem. Mam go zawsze ze sobą... 




11. Smok z Krakowa.
Podczas naszej lipcowej wyprawy do Krakowa, o której więcej przeczytacie TUTAJ, na każdym kroku towarzyszył nam smok. Nie, nie... na szczęście nie smog, ale smok. Wawelski. Tak jak wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, tak w Krakowie, wszystkie nasze drogi prowadziły właśnie tam... pod Wawel, do ziejącego ogniem smoka. O tych budkach z pamiątkami, obwieszonymi kolorowymi pluszakami, w każdej wielkości, przypominającymi tego stwora nawet nie wspomnę... Pola cały czas pokazywała, że "tam, tam... mniam-mniam" żywo gestykulując (co w wolnym tłumaczeniu brzmiałoby "Tam był smok ziejący ogniem!"). Oczywiście nie wytrzymałam i kupiłam Młodej uroczego smoczka. O którym dzisiaj już prawie nie pamięta... 




12. Minionki opanowały McDonald's.
Oszaleliśmy na ich punkcie wszyscy! I biegamy do Maka po zestawy dla dzieci, a moją dietę znowu szlag trafił... Ale czego nie zrobi rodzic, żeby sprawić radość swej latorośli. Do kolekcji brakuje nam jeszcze tylko dwóch (tutaj na zdjęciu nie widzicie wszystkich).




13. Jeansowa kamizelka.
Mój ulubiony ciuch nie tylko lipca, ale stulecia! Zawsze marzyłam, żeby mieć taką... Ostatnio wpadła w moje ręce i... noszę ją prawie do wszystkiego! Dodaje moim stylizacjom (ha-ha, mocne słowa, najczęściej ubieram na siebie to, co akurat wpadnie mi w ręce i takie żeby nie trzeba było prasować) łobuzerskiego, rockowego pazura... Dobrze, że mojemu dziecku jest jeszcze wszystko jedno, w czym wychodzę na miasto, w innym wypadku powiedziałaby mi: "Przebierz się, bo narobisz mi obciachu..." "Jesteś za stara."




14. Lody u Albańca.
W którymś z poprzednich postów, napisałam Wam, że kiedyś opowiem o owym "Albańcu". I chyba właśnie nadarzyła się okazja by to zrobić! 
"Albaniec" to tylko taka nazwa robocza wymyślona przez M... Gościu sprzedający najlepsze lody na dzielni, a może i w całej Blavie. Może i ma o wiele ciemniejszą karnację, niż typowy mieszkaniec Europy Środkowej, ale  jak dla mnie to z Albanii na pewno nie przyjechał. Skąd to wiem? Ano nie wiem, ale... zdradza go jego południowosłowiański akcent i sposób w jakim wymawia niektóre słowa. No i to, że ze wszystkimi jest na TY, jak to na Bałkanach bywa. Wydaje mi się, że przyjechał tutaj z Serbii, może Macedonii? A ja z moim zamiłowaniem do tamtych stron Europy uwielbiałabym go, nawet jeśli sprzedawałby pokolorowane błoto zamiast lodów. Ale zupełnie przypadkiem lody ma świetne. Nie umywają się do nich nawet te z najlepszej bratysławskiej lodziarni - Luculus. Więc kiedyś, jeśli przypadkiem będziecie w Petržalce (to ta dzielnica Bratysławy, w której mieszkamy), skoczcie na Furdekową, na najlepsze adriatyckie lody 🍦



15. Najlepsza aplikacja.
A na koniec zostawiłam sobie swoje największe odkrycie minionego miesiąca! Program do obróbki zdjęć na telefonie - Snapseed. Ma w sobie dokładnie TO WSZYSTKO (no, może prawie wszystko) czego dotąd szukałam w innych aplikacjach tego typu. Dzięki niemu wyczarujecie prawdziwe cuda! Polecam! 


A jacy są Wasi ulubieńcy LIPCA?? 

Komentarze

  1. Takiego lawendowego piwka chętnie bym spróbowała :) Kredkę do brwi z Catrice mam i lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja bym zjadła to owocowe Merci, bo tutaj jeszcze nie widziałam takiego. I to piwko lawendowe też bym spróbowała, bo lubię takie smakowe. A ten kij do zdjęć to chciałam sobie kupić, ale teraz rzadko robię zdj.tel, bo tel.mi szybko pada, no i wolę lustrzanką pstrykać, chociaż ciężka do noszenia :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdzie jest to Merci ?! Od dziś będę co szukać i mam nadzieję że w końcu znajdę ! :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz