Chłopiec to, czy dziewczynka...?



Po dzisiejszym, naprawdę intensywnym wypadzie na pobliski plac zabaw, który Pola obskoczyła cały, dookoła, chyba ze sto razy (tak, każdą huśtawkę, zjeżdżalnię, drabinkę... tak w kółko. Dwie godziny.), a ja za nią, (aż dziw bierze, że jeszcze nie mam tej wymarzonej figury supermodelki!)... Kolejny już raz zaczęłam się zastanawiać jak to w końcu jest z tymi ubrankami dla dzieci. Czy faktycznie pewne kolory przypisane są wyłącznie chłopcom, a inne dziewczynkom...? No bo, niby żyjemy w świecie, w którym młode kobiety noszą szerokie męskie koszule czy bluzy, luźne spodnie zwane boyfriendy (których zadaniem jest wyglądać, jakbyśmy je właśnie wyjęły swojemu facetowi z szafy...). Chłopcy za to noszą rurki, różowe koszulki, a przed lustrem, starannie układając fryzurę, spędzają więcej czasu niż niejedna kobieta. A jednak... wciąż wielkie zamieszanie i zamęt w życie niektórych ludzi wprowadzają ubranka dla dzieci, które jednoznacznie nie określają płci dziecka.

Nie raz, zdarzało nam się, że ktoś pogratulował nam ślicznego SYNKA - bo akurat mieliśmy w wózku niebieski, albo szary kocyk. Albo usłyszeliśmy jaki to nasz SYNEK jest grzeczny, nie marudzi... - akurat kupiliśmy kurteczkę w ciemnym kolorze. Dzisiaj natomiast usłyszałam, że ciężko określić "CO TO JEST?", bo Poli uparła się na ulubioną żółtą koszulkę z papugami i szare spodenki w zielono-niebieskie i pomarańczowe palmy (właśnie nauczyła się mówić "PALMA" więc gacie są na topie, a że wybierał je Tata, są z działu chłopięcego). Chciałam odpowiedzieć, że "TO jest dziecko", ale ugryzłam się w język...

Mam wrażenie, że dla starszych ludzi, a nawet nie zupełnie starych, ale w wieku np. moich rodziców (pięćdziesiąt plus...) jeśli świat nie jest czarno-biały, mali chłopcy niebiescy albo zieloni, a dziewczynki różowe, wprowadza to w ich życie niemały popłoch. Nie tak dawno usłyszałam słowa ogromnego oburzenia z ust mojej mamy - jak mogłam ubrać swoje dziecko w czarną sukienkę. No tak, przecież jedyną słuszną jest różowa. Plus coś czerwonego, żeby odpędzić złe duchy i uroki rzucane przez sąsiadki... 🙈🙉🙊


Temat tak mnie zainteresował, że postanowiłam poszperać trochę w Wielkiej Księdze Mądrości zwanej - Google i dowiedzieć się więcej, skąd właściwie wziął się ten kolorowy STEREOTYP.

Według niektórych źródeł, kolor niebieski nie zawsze przypisywany był chłopcom, a różowy dziewczynkom. Miało być zupełnie odwrotnie. Zgodnie z tradycją chrześcijańską to chłopcy nosili róż, który na obrazach był kolorem małego Jezusa, błękity natomiast nosiły dziewczynki, na podobieństwo Matki Boskiej.

Z czasem jednak projektanci mody uznali, że romantyczna czerwień i jej odcień - róż są jakby stworzone dla uczuciowych kobiet. Potwierdziły to również badania, kto wie czy prawdziwe, że kobiety są bardziej wrażliwe na tę barwę, a małe dziewczynki najchętniej wybierają zabawki właśnie w tym kolorze. Podobno mamy to zakodowane w genach.
I tak już zostało... dziewczynki na różowo, więc chłopcy na niebiesko.


Faktycznie, może moja Pola, nie zawsze wygląda jak mała księżniczka, ale i mnie od tego daleko... mimo że uwielbiam sukienki i spódnice częściej, dla wygody, wybieram spodnie. Młodą na spacer czy na plac zabaw też ubieram w to, w czym wiem, że czuje się dobrze i wygodnie i co można bez smutku wyrzucić, jeśli się zniszczy. A na Poli - niszczy się często. Kolory wybieramy różne, nie kierujemy się modą, ani stereotypami. Mamy w szafie, tzn. Pola ma i różowe i niebieskie koszulki, kupujemy akurat takie, które wpadną nam w oko.


Wiem, że i fryzurę ma kiepską... Ta też często wprowadza ludzi w konsternację, ale co poradzę, że wszystkie próby upięcia tych delikatnych włosków chociaż w malutki ogonek... kończą się wyrwaniem z wielkim krzykiem, wszystkich ozdób, gumeczek razem z włosami. Więc się poddałam. Niech wygląda jak chłopiec. Na zdobienie, układanie włosków jeszcze przyjdzie czas... Na strojenie się będzie miała całe życie. A że dla niektórych jej wygląd jest mało dziewczęcy... Ich sprawa. Zawsze mogą zadać mi kolejny raz to samo pytanie "Przepraszam, to chłopczyk, czy dziewczynka...?"

Zresztą czy małemu dziecku nie jest wszystko jedno co ma akurat na sobie? No dobra, może niektórym, wyjątkowo charakternym "bestiom" nie jest wszystko jedno.... Ale najważniejsze jest chyba ciepło, uśmiech bliskiej osoby i poczucie bezpieczeństwa. Nie koronki i dopasowane ubranka na kilka wyjść, których i tak nie będzie pamiętać gdy dorośnie...




Komentarze

  1. Jeszcze kilka mcy temu na moją córcię też niekiedy mówili "Jaki śliczny chłopczyk" :-) Wszystko przez krótkie włoski pewnie :-) Teraz ma ich więcej, ale i tak spinać kucyka jeszcze się nie da :-) A co do kolorów ubranek, to ma i różowe i niebieskie. Nie patrzę w sklepie żeby był tylko róż, tylko co mi (nam) się podoba. A kiedyś mój mąż przywiózł z delegacji taką niebieską koszulkę z napisem Italy i w niej rzeczywiście wyglądała jak chłopczyk :-) No to mieliśmy synka na 1 dzień ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. och jak ja nie lubię stereotypów... jakoś dorosłe kobiety ubierają się na niebiesko i nikt nie ma nic przeciwko, a jak dziecko - dziewczynkę ubierzesz w niebieski to zaraz wielki problem ;(

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz