7 najlepszych piosenek dla dzieci po słowacku

7 najlepszych piosenek dla dzieci po słowacku

Witajcie Kochani!

Kto powiedział, że poniedziałek musi być tym najcięższym dniem w tygodniu? Owszem, pierwszy dzień pracy, a po weekendzie, jak to po weekendzie, nie bardzo się chce. Ale jeśli trochę umilić sobie ten dzień? Ja przybywam do Was z zupełnie nowym pomysłem na mój pozytywny poniedziałek! Zainspirowana moją ulubioną blogową mamą >Nową w wielkim mieście< i jej listą 7 piosenek, które nastroją Cię optymistycznie (naprawdę polecam! są mega optymistyczne i ciało samo rwie się do tańca)... chciałabym zaproponować Wam moje poniedziałkowe spotkania z muzyką - #muzyczneponiadziałki Co tydzień w poniedziałek, będę prezentować piosenki, które lubimy najbardziej. Mam nadzieję, że spodoba Wam się mój pomysł. 

Uwielbiam muzykę, a Pola tę miłość na pewno odziedziczyła po mnie. Obie mogłybyśmy... a właściwie nie, my MUSIMY słuchać muzyki podczas każdej, najmniejszej czynności podczas dnia. To nasz uspokajacz (tak, i mój i Jej). Zabawacz. Dla Poli świetny nauczyciel (czy może nauczycielka, przecież muzyka jest rodzaju żeńskiego... i nie dziwię się, tylko kobiety mają w sobie tyle emocji i piękna ile ma muzyka :)




Muzyka bardzo pozytywnie działa na emocje, aktywizuje czynności układu nerwowego, relaksuje, odpręża, poprawia koncentrację, pamięć, orientację przestrzenną, zachęca do twórczego działania, obniża ciśnienie krwi, harmonizuje napięcie mięśniowe, stymuluje układ odpornościowy, wspomaga umiejętność rozwiązywania problemów, wzbogaca słownictwo, uruchamia wyobraźnię i kreatywność, wspiera aktywność motoryczną, sprzyja socjalizacji, pomaga uzewnętrzniać myśli, potrzeby, pragnienia, uwrażliwia [...] Poprzez zabawy muzyczne dzieci uczą się przełamywać lęk, wstyd, nieśmiałość, pozbywają się barier psychicznych, zaczynają odróżniać co jest sztuką i kształtować rozwój poczucia estetyki, a przede wszystkim doświadczają tego, co zwie się radością, szczęściem, zadowoleniem i pięknem.

I rzeczywiście pamiętam, że muzyka była dla mnie zawsze lekiem na całe zło. W najgorszych chwilach czasami wystarczyło mi  kilka dobrze znanych, ulubionych dźwięków płynących z głośnika by dobry humor powrócił. Również w moim rodzinnym domu, pamiętam że muzyki słuchało się cały czas. Uwielbiałam te nasze domowe letnie czy zimowe wieczory czy już przy ulubionej płycie mojej mamy, czy rock'n'rollu, którego miał ochotę posłuchać mój tata... czy choćby jakiejś stacji radiowej. Zazwyczaj całe zmęczenie po ciężkim dniu, czy tygodniu odchodziło gdzieś na bok... A jeśli byliśmy skłóceni, był to najlepszy moment na zażegnanie konfliktu... Do dziś muzyka mnie relaksuje a nawet pomaga mi radzić sobie ze stresem czy naładować akumulatorki! A muszę je ładować często... Muzyka zastępuje mi kawę, której nie cierpię!
I chciałabym bardzo by moje dziecko również pokochało muzykę i nauczyło się czerpać z niej wszystko to co najlepsze! Oczywiście miłość do muzyki staram się wpoić w małą już od pierwszych dni jej życia! I faktycznie, moja córka uwielbia słuchać muzyki. Ma swoje ulubione piosenki. Uwielbia tańczyć, a czasami nawet wygląda jakby próbowała śpiewać... albo wydawać z siebie dźwięki podobne do tych zasłyszanych w piosence. A gdy będzie większa, obiecuję sobie, że jeśli tylko wyrazi taką chęć, zrobię wszystko by miała możliwość rozwijać swoje talenty muzyczne (o ile jakieś będzie miała :P), czego ja możliwości zrobić nie miałam. 

Ale do rzeczy, dziś przedstawimy Wam listę naszych/ Poli ulubionych piosenek w języku słowackim. A jeśli dotrwacie do końca, czeka na Was mały bonus :)
Zapraszam!



1. Paci Pac - Ako bola objavená Amerika
Czyli historia Krzysztofa Kolumba, któremu uciekł autobus, więc postanowił wybrać się do Ameryki łodzią... Piosenka miała u nas swoje pięć minut. Słuchana przez Polę bez przerwy, zapisała mi się w pamięci, i mimo że już nie słuchana tak często, wciąż zdarza mi się ją nucić pod nosem. Jest wyjątkowa głównie dlatego, że pamięta ją ze swojego dzieciństwa jeszcze Tata Poli. Dziś, nagrana w zupełnie nowej wersji, z okazji 30. rocznicy wydania albumu ["Peter,Beata a Vašo deťom"] z którego pochodzi właśnie ta piosenka. Jako ciekawostkę dodam, że teledysk nagrywano we Włoszech, a dodatkowo sceny na łodzi,  na wiernej kopii prawdziwej Santa Marii, łodzi K. Kolumba!





2. Smejko a Tanculienka - Janko a Marienka /Baba Jaga/
Aktualnie nasz numer jeden! Słuchamy jej kilkanaście razy w ciągu dnia, zresztą sami sprawdźcie jaka jest fajna! A muzyka tak melodyjna i skoczna, że tylko prawdziwy ponurak nie zacznie podrygiwać nogą ;) A Janko i Marienka, to oczywiście nikt inny jak znani u nas Jaś i Małgosia. 




3. Miro Jaroš - Ham ham stájl
Chyba jedna z najzabawniejszych piosenek dla dzieci, jakie udało nam się odkryć. Pamiętacie ekscentrycznego koreańskiego rapera, z jeszcze dziwniejszym imieniem PSY (pewnie dziwnie brzmiącym wyłącznie dla nas...) i jego Gangnam Style, na punkcie którego oszaleli <prawie> wszyscy ? Miro Jaroš, uczestnik słowackiego talent show Slovensko hľadá Superstar (Słowacja, szuka Supergwiazdy; szukam w głowie, polskiego odpowiednika, ale jakoś nie potrafię go znaleźć) a obecnie jeden z najpopularniejszych twórców piosenek dla dzieci, stworzył coś na podobieństwo właśnie tej piosenki - i wyszło z tego "Ham ham stájl", o tym że dzieci właściwie mają trochę inne wyobrażenie o pracy i pomocy w kuchni, podczas gotowania czy pieczenia. Jakie? Zobaczcie sami! 




4. Spievankovo - Krajčír rak
Spievankovo, czyli jedni z pierwszych, którym udało się wybić na słowackiej scenie grając i śpiewając piosenki dla dzieci i dobrze na tym zarobić. My, a właściwie Ja najbardziej lubię właśnie tę piosenkę. Pola ostatnio preferuje ich twórczość w języku angielskim (właśnie, przy okazji, niektórzy z wykonawców, których Wam tutaj przedstawię nagrywa swoje piosenki, także w innych językach, czy to po czesku, po niemiecku albo angielsku, napiszę o tym więcej na końcu tego posta). 




5. Mária Podhradská a Richard Čanaky - Ani-Ani-Anička
Mária Podhradská i Richard Čanaky to nikt inny, jak wcześniej wspomniane Spievankovo. Zanim jednak zaczęli nagrywać pod tą nazwą nagrali album (ten, jak i kilka innych) z ludowymi piosenkami dla dzieci, z której pochodzi także ta o Aniczce :)




6. Veselé zúbky - ZUBOŽRÚT 
Czyli jedna z serii piosenek dla dzieci, o tym jak dbać o dziecięce ząbki, sponsorowaną przez sieć drogerii DM. ZUBOŽRÚT to akurat taki niechciany potworek, który przyjdzie do Ciebie zawsze gdy zjesz za dużo słodyczy i nie umyjesz swoich ząbków... Na szczęście, boi się i ucieka, gdy tylko zobaczy szczoteczkę do zębów! 




7. Darina Rolincová - Až raz budem učitelkou (1983)
Nasz najnowszy hit! Nie wiem co Młodą w tej piosence fascynuje, ale chce słuchać jej cały czas. Dziewczynka śpiewa tu o tym, jak to zmieni się jej szkoła, gdy to ona zostanie nauczycielką. Wszyscy będą śpiewać i tańczyć no i zostaną jedynie lekcje śpiewu... Aha, i wszyscy oczywiście będą dostawać oceny bardzo dobre. Chętnie wybrałabym się do takiej szkoły i ja. Przy okazji Darina Rolincová to dziś jedna z najpopularniejszych słowackich wokalistek pop, znana jako Dara Rolins. 




8. Fíha tralala - BUM BÁC 
Na koniec zostawiłam sobie Fíhę tralala, od której zaczęła się nasza przygoda ze słowackimi pioseneczkami dla dzieci. Dziś jednak, gdy znamy m.in. Smejka i Tanculienkę, którzy jak już pisałam wcześniej, są aktualnie naszym numerem jeden, poszła troszkę w odstawkę. A może jej piosenki są już dla Poli zwyczajnie zbyt dziecinne??? 




A po tej piosence, jeszcze obiecany BONUS. Mianowicie, jak już napomknęłam, pod którąś z piosenek, wielu wyżej wymienionych wykonawców nagrywa swoje piosenki również po angielsku (lub w innych językach). Wiadomo, pewnie liczą na to, że uda im się wybić również za granicami, ale nie zaprzeczę, korzystają na tym także nasze dzieci. Od najwcześniejszych lat, jeśli nie w domu, to już w przedszkolu, mają kontakt z jakimś obcym językiem... dlaczego im nie pomóc i nie zacząć już dziś słuchać z nimi obcojęzycznych piosenek? 
Poniżej znajdziecie kilka linków:

WOWEE tralalee - kanał Fíha tralala w j. angielskim
OHA tralala - kanał Fíha tralala w j. niemieckim
SPIEVANKOVO - piosenki dla dzieci w j. angielskim
PACI PAC - czeskie wersje ich piosenek :)



A czego lubią słuchać Wasze dzieci?? 
Pochwalcie się w komentarzach ❤
Tatą być...

Tatą być...



Każdy może być ojcem, ale trzeba być kimś wyjątkowym by być tatą...



Pamiętam, z już dość odległych czasów swojego wczesnego dzieciństwa (już trochę na tym świecie żyję, więc są naprawdę odległe!), że mną i moim bratem zajmowała się głównie Mama. To Ona zrezygnowała ze swojej świetnej wówczas pracy, tylko po to by wychować nas na jako tako ogarniętych maluchów, gotowych na to by wpuścić nas między ludzi, bez przynoszenia większego wstydu (czyt. do przedszkola). To Ona wychodziła z nami każdego dnia na spacery, spędzała czas na przygotowywaniu super smakołyków. Ona zajmowała się domem, podczas gdy nasz Tata ciężko pracował i przynosił do domu 'brzęczące monety'... I tutaj raczej kończyła się jego rola. Owszem, od czasu do czasu były wspólne, rodzinne spacery, zabawy, ale głównie była tu Ona. Jako mała dziewczynka, nie bardzo zawracałam sobie głowę takim stanem rzeczy. Tak było, więc pewnie w swojej małej główce, wydawało mi się, że tak być musi. Ale z perspektywy czasu, im więcej o tym myślę tym bardziej zaczynam zdawać sobie sprawę, że jak większość kobiet, moja Mama zwyczajnie odsunęła mojego Tatę zarówno od obowiązków domowych, jak i od wychowywania dzieci. Zresztą nie raz opowiadała, że My (ja i mój brat) to JEJ największe skarby 'i  nic inne się nie liczy'. A gdzie w tym wszystkim Tata?
A efekty Jej działań i tak bardzo zawiłej "kobiecej logiki" ('ja zrobię to lepiej, facet tego nie potrafi' 'facet nie umie' 'facet popsuje') widać dzisiaj jak na dłoni. W domu wszystko musi robić sama, oczywiście niemiłosiernie narzekając jak to Ojciec w niczym nie pomaga. A mój brat? Kompletnie nie ogarnia świata i życia, tak jakby wychowywał się bez ojca... Jest za to najukochańszym syneczkiem swojej mamusi ♥ 

Gdy zaczęłam trochę rozumieć sytuację w rodzinnym domu, a później gdy zaszłam w ciążę bardzo dobrze wiedziałam, że na pewno nie mogę popełnić tego samego błędu. Że na pewno nie pozwolę by przydarzyło nam się coś podobnego (zresztą, w rodzinie mojego M. sytuacja wcale nie malowała się lepiej... ). Że Tata małej Poli od początku będzie dla Niej Tatą przez duże T.! 
Rzeczywistość jednak zweryfikowała wszystkie moje plany i dzisiaj, gdy Pola ma już 19 miesięcy wciąż wszystko robię sama. Już teraz bardziej z przyzwyczajenia. Dlatego, że Pola przyzwyczaiła się do tego, że usypiam ją, przewijam, karmię, kąpię Ja... a na zmiany kiepsko reaguje. Również dlatego, że mojemu M. bardzo taki stan rzeczy odpowiada - po pracy jest przecież taki zmęczony.

I w tym miejscu dotarłam już prawie do końca moich dzisiejszych rozmyślań... Ani mój Tata ani M. nie są w żaden sposób złymi Ojcami. M. uwielbia Polę, pierwsze pół roku jej życia, które spędził właściwie nie widząc jej codziennie nie sprawiło, że jego miłość do Niej jest dzisiaj mniejsza. Żałuję tylko, że nie pozwoliłam wykazać Mu się bardziej od pierwszych chwil jej życia. Usypiać, kąpać, bawić się z nią... Na pewno oprócz tego, że bardzo by mi pomógł, przyniosłoby mu to ogromną radość. Radość, z której go ograbiłam, bo przywłaszczyłam córkę tylko dla siebie. Bo jak egoistka myślałam o sobie, że jestem Najlepsza i że nikt na świecie lepiej niż Ja nie zajmie się NASZYM dzieckiem.


Młode mamy tu rada dla Was i przestroga - angażujcie swoich partnerów w rodzicielstwo jak tylko się da! Nawet jeśli twierdzi, że "boi się dziecka dotknąć, bo zrobi mu krzywdę" - gorszej głupoty nawet ja bym nie wymyśliła, a mam do tego prawdziwy talent ;)
Dzisiaj nie mogę wyjść z domu ani na moment bez Młodej, bo przyzwyczajona do tego, że jestem przy niej non-stop nie chce zostać, nawet z Tatą na dłużej niż ...pół godziny? (Chyba tyle ostatnio wytrzymała)

A Wam Drodzy Tatusiowie, choć słoneczko już dawno zaszło i Wasze święto już powoli dobiega końca, życzę żebyście mieli Dzień Ojca codziennie! I niee.. nie chodzi tu o prezenty, chociaż to kuszące, kto nie lubi dostawać prezentów. Chodzi tu raczej o te małe radości, które sprawiają, że nasze życie ma sens! Życzę Wam byście czuli się spełnieni jako Ojcowie. By Wasze dzieci były z Was dumne, a gdy dorosną i będą miały własne potomstwo, z dumą będą chciały przekazać im wszystko to czego nauczyły się od Was ♡♡♡


Dobranoc kochani ♡
A.







P.S. Świetny post na ten temat znajdziecie także TUTAJ. Szczerze polecam. Świetnie napisany. Daje do myślenia. Siedziałam od wczoraj i rozmyślałam o tym jak ubiorę to wszystko co chcę Wam przekazać w odpowiednie słowa, w poście na Dzień Ojca, a rano na jednym z portali społecznościowych przypadkiem znajduję właśnie TO ;)

P.S. Natomiast TUTAJ znajdziecie Tatę w Bratysławie ;)
Sad Janka Kráľa czyli Najlepsza miejscówka na rodzinne spacery

Sad Janka Kráľa czyli Najlepsza miejscówka na rodzinne spacery

Na brak zieleni, czy miłych dla oka i ducha miejsc, idealnych na rodzinne spacery w Bratysławie nie mogę narzekać. Od najbliższego, olbrzymiego zalesionego obszaru, dzieli nas jedynie kilkanaście (czy kilkadziesiąt?) metrów. Również w centrum miasta, co i rusz znajdzie się jakaś piękna, "reprezentacyjna" záhrada z pięknie zaprojektowanymi krzewami, przystrzyżonymi trawnikami i oczywiście nieodłącznymi fontankami (które moja Pola uwielbia), a także zabytkowymi pomnikami uznanych Słowaków. A i sama Bratysława jest na tyle mała, że wystarczy kilka minut autem czy nawet komunikacją miejską (wystarczy wiedzieć do którego autobusu wsiąść) by uciec od zgiełku wielkiego miasta i znaleźć się na łonie "dzikiej, nieokrzesanej natury". 

Jest tu jednak jedno szczególne miejsce, w którym bardzo chętnie spędzamy nasz rodzinny czas i o którym chciałam Wam dzisiaj opowiedzieć.
 
Sad Janka Kráľa, bo o nim tutaj mowa, jest dla mnie miejscem idealnym, tu w Bratysławie. Miejscem, w którym ukrywam się przed problemami i niedokończonymi sprawami, przed wiecznie obleganym przez [japońskich] turystów Starym Miastem, no i całym zewnętrznym światem (nie ma tu WiFi, więc chyba dlatego się to udaje). Jest wręcz miniaturową, ale jednak namiastką mojego ukochanego Parku Śląskiego. Brakuje tu co prawda wszystkich tych wspaniałych śląskich atrakcji (kolejka linowa, Rosarium, Wesołe Miasteczko...), ale Sad J.K. nadrabia wszystkie swoje 'braki' pewną szczególną magią, i niezwykłą energią, którą roztaczają wokół siebie wszystkie drzewa, roślinki i inne leśne duszki! Pomyślicie może, że jestem szalona, ale naprawdę, wystarczy usiąść tu na ławce, wśród drzew, albo na trawie i wsłuchać się w to, co ma nam do powiedzenia Matka Natura. Chyba nie bez powodu, co krok spotyka się tu medytujących, czy nawet całe grupy ludzi, którzy właśnie w tym miejscu starają się odnaleźć wewnętrzny spokój. Mnie się to jeszcze nie udało (może dlatego, że nie medytuję, tylko uganiam się za rozbrykanym kilkunastomiesięcznym maluchem, który chyba respektu nie czuje nawet przed samą Matką Naturą...). Ale za każdym razem, odwiedzając to miejsce uderza we mnie jakaś nieopisana siła wyższa, która roztacza się wszędzie dookoła...


A co o samym parku?
Jak twierdzi ciocia Wikipedia, Sad J.K. jest jednym z najstarszych parków w Europie Środkowej (założony został pod koniec 18. wieku) i ma aż 42 hektary. A jako ciekawostkę na dziś, powiem Wam, że w roku 1987 teren parku jako pierwszy także w Europie Środkowej został uznany za teren chroniony. 

Jak w każdym większym parku, również tu, znajdują się pewne charakterystyczne obiekty, takie jak ruiny gotyckiej wieży, która za czasów swej świetności była częścią kościoła franciszkanów. Dziś  po prostu cieszy oko i służy odwiedzającym jako altana - idealne miejsce na ślubne sesje fotograficzne., które nierzadko mają tu miejsce. Kolejną atrakcją jest ogromna fontanna "Pijúce holubice" (Pijące gołębie), a także pomnik wielkiego słowackiego poety romantycznego, którego imię nosi nasz ulubiony park - Janko Kráľ.

Nie będę rozpisywać się o historii parku, bo nie od tego tu jestem. Więcej informacji na jego temat, na pewno znajdziecie u wujka Google. I ja także chętnie odpowiem na Wasze ewentualne pytania. Tymczasem pozostaje mi się z Wami pożegnać i zaprosić do odwiedzenia tego magicznego miejsca, na razie jedynie na tych kilku marnych fotografiach - mojego autorstwa (park jest aktualnie przygotowany do kulinarnego festiwalu Gurmán Fest Bratislava 2017, stąd białe namioty porozstawiane w różnych miejscach; widać je na ostatnim zdjęciu), ale wierzę że w przyszłości i Wy odwiedzicie to miejsce. 


Pozdrawiam ❤ A.



























Z pamiętnika Matki Polki

Z pamiętnika Matki Polki

Późnym wieczorem, zmęczona, najchętniej zapomniałabym o wszystkich obowiązkach. O wszystkim tym, co muszę i powinnam zrobić. O tej wieży ubrań, które same się przecież nie wyprasują, za to nieśmiało się uśmiechają oczekując na TEN czas, który poświęcę tylko im. Tyle spraw do załatwienia. Tyle rzeczy. I... i tych wszystkich obowiązków dorosłego świata, na które z przyjemnością przymknęłabym oko. W sumie czemu nie...

Prawdę mówiąc, nie... nie mam pojęcia o czym mogłabym Wam dzisiaj napisać. Absolutnie nie mam na to siły, ale postanowiłam, że zbiorę się w sobie i napiszę COKOLWIEK. Choćbym miała zemdleć nad klawiaturą z przemęczenia!
Nie wiem czy to dobry pomysł, przecież podobno nie o to chodzi w blogowaniu. A pisząc O BYLE CZYM, w blogosferze nie zabłysnę. Ale czy mi na tym jakoś szczególnie zależy...? Z jednej strony, będzie mi miło jeśli ktoś, KTOKOLWIEK będzie MNIE czytać. Przyjemnie jest myśleć, że pisze się dla kogoś, nie dla samego siebie. Z drugiej jednak strony, zakładałam tegoż bloga również z myślą o samej sobie... 

W sieci można znaleźć tysiące, takich jak ja, piszących z większym lub mniejszym powodzeniem, MAM - blogerek. Po co zakładają blogi? Wiele z nich faktycznie ma COŚ do przekazania swoim czytelnikom. Złote rady o tym jak dobrze zajmować się dzieckiem, jakich pieluszek nie używać, jak nauczyć malucha korzystać z nocnika... U mnie raczej nie znajdziecie podobnych rad, a jeśli jakieś się pojawią, na pewno będzie ich niewiele i będą faktycznie sprawdzone przeze mnie (lub przez kogoś innego, ogarniającego temat). Jestem mamą, owszem, ale nie czuję się na tyle kompetentną osobą, by udzielać rad innym, szczególnie jeśli chodzi o wychowanie, zdrowie i rozwój osób trzecich - tj. MAŁYCH DZIECI. Ja sama co krok, jako typowa matka z Syndromem Google, wyszukuję odpowiedzi na nurtujące mnie pytania - w najpopularniejszej przeglądarce (chwała temu, kto wymyślił, i "wsadził" internet do telefonu!). Wiele rzeczy robię na tzw. "CZUJA"... Ale poza tym wychodzę z założenia, że każde dziecko jest INNE. To co zadziała u jednego niekoniecznie musi u drugiego. Każda matka powinna uważnie obserwować swoje dziecko i nauczyć się je rozumieć. Zarówno jego język jak i potrzeby. Wtedy obejdzie się bez złości (i z jednej i z drugiej strony), histerii i krzyków (no, może nie zawsze da się tego uniknąć) a i możliwe, że Wujek Google wybierze się na zasłużony urlop... 😊

Ale przejdźmy do sedna... Tak, założyłam MAMĘ W BRATYSŁAWIE głównie dla siebie. Po to, żeby tak po prostu, czasami napisać O NICZYM. Tak jak dzisiaj, na przykład. Żeby poczuć, że poza tymi wszystkimi obowiązkami domowymi i opieką nad dzieckiem mam jeszcze COŚ. Bo rutyna może zacząć człowieka przytłaczać. Nawet jeśli zajęć jest tak wiele, że nie wiadomo w co ręce włożyć, to powtarzanie wciąż tych samych czynności (gotowanie, sprzątanie, krojenie na maluteńkie kosteczki warzywek, owocków, pranie, prasowanie... układanie zabawek, które i tak za pięć sekund znajdą dla siebie nowe miejsce; najpewniej na podłodze, w takim miejscu, żeby ktoś na pewno się potknął) codziennie przez miesiąc, pół roku... rok. Trzy lata. Można oszaleć. I ja chyba znajduję się na takim właśnie skraju szaleństwa. Dostaję do głowy i jak na razie nic mi nie pomaga... 😋


Dziękuję i dobranoc! A.



#ahoj

#ahoj

Do sklecenia tych kilku pierwszych zdań, zbierałam się dość długo. Pomimo mojej dziwacznej, nader chaotycznej i niepoukładanej osobowości, w niewielkim ułamku jestem takim dziwnym typem człowieka, który bardzo by chciał, żeby to, za co się zabierze było zrobione dobrze. Albo przynajmniej miało "ręce i nogi". Jakkolwiek by tego nie nazwać (może to zwyczajny strach) , hamowało mnie to przed napisaniem czegokolwiek. Cokolwiek napisałam wydawało mi się nie dość dobre... Dość jednak gadania! Nadszedł czas, by zabrać się do pracy. 

Witajcie na blogu Matki Polki - Bratysławskiej. 

Na wstępie powinnam chyba zdradzić Wam, potencjalnym czytelnikom o czym zamierzam pisać, jakimi tematami chciałabym się zająć... Ale nie zrobię tego. Nijak ma się to do tego co napisałam wcześniej, lubię gdy coś co robię jest zrobione dobrze, ale mimo wszystko planowanie nie jest moją mocną stroną. Nigdy nie było. Dlatego też nie planuję niczego, czas pokaże w co przerodzi się Ta stronka

W kolejnych postach, na pewno chciałabym pokazać Wam miasto, w którym żyjemy. Bratysławę. Moją Bratysławę. A także pokrótce opowiedzieć co nieco o naszym codziennym życiu w stolicy Słowacji. Poza tym, jestem mamą, nie będę więc zbyt oryginalna jeśli powiem, że nie zabraknie tu typowo "mamowych" lub jak to się ładnie nazywa "parentingowych" tematów.

Bądźcie czujni i śledźcie uważnie mojego bloga!
Zapraszam Was również do śledzenia mojego profilu na instagramie
Pozdrawiam serdecznie. A.



Copyright © 2014 Matka Polka w Bratysławie , Blogger